Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? To być może najważniejsze pytanie, jakie możemy zadać. Wiemy, że wszechświat istnieje i że my w nim jesteśmy – ale wiedza o tym, jak się tu znaleźliśmy, jest kluczowa dla zrozumienia prawdziwego sensu naszego życia.
Przez większą część ludzkiej historii wielu wierzyło, że wszechświat istniał od zawsze. Był po prostu „surowym faktem” natury – aż do momentu sprzed około 100 lat.
To była nauka w najlepszym wydaniu. Różni fizycy i astronomowie, pracując przeważnie niezależnie od siebie i badając wszechświat pod różnymi kątami oraz używając różnych metod, zaczęli dostrzegać to samo.
Składając w całość prace Alberta Einsteina, Aleksandra Friedmana, Georges’a Lemaître’a, Henrietty Leavitt i Edwina Hubble’a, naukowcy na początku XX wieku doszli do zaskakującej konkluzji – której nikt się nie spodziewał, z wyjątkiem tych, którzy wierzyli Biblii – że wszechświat miał swój początek. Oznacza to, że kiedyś nie istniał, a potem zaistniał.
Ogólna Teoria Względności Einsteina, teoria dotycząca grawitacji, sugerowała, że wszechświat się rozszerza – idea ta budziła w nim niechęć ze względu na to, co implikowała. W latach 20. XX wieku słynny amerykański astronom Hubble, używając 100-calowego teleskopu Hookera, odkrył dowody wskazujące na to, że wszechświat rzeczywiście się rozszerza, dokładnie tak, jak przewidywała teoria Einsteina.
Jedna z opowieści głosi, że gdy Hubble wraz z żoną pokazywali Einsteinowi i jego małżonce teleskop, którego Hubble użył do udowodnienia ekspansji wszechświata, pani Einstein zażartowała: „Mój mąż obliczył to sobie na odwrocie koperty”.
Powszechnym obrazem rozszerzającego się wszechświata jest rosnący bochenek chleba z rodzynkami, co powoduje, że rodzynki – będące symbolem galaktyk – oddalają się od siebie coraz bardziej. Jeśli jednak odwrócimy ten proces, rodzynki w naturalny sposób zbliżą się do siebie. Co się stanie, jeśli ten bochenek będzie stawał się coraz mniejszy?
Podobnie, jeśli wszechświat się rozszerza w miarę upływu czasu, to im dalej cofamy się w przeszłość, tym mniejszy musiał być – aż do samego początku. Według teorii tym punktem wyjścia było nieskończenie gorące i nieskończenie gęste „coś”, zwane osobliwością, które następnie „eksplodowało” około 13,8 miliarda lat temu. W wyniku tej eksplozji powstała czasoprzestrzeń i materia; rozpoczęła się ekspansja wszechświata.
Przynajmniej tak twierdzi Teoria Wielkiego Wybuchu.
Niezależnie od osobistych przekonań, nowe zdjęcia wszechświata pochodzące z kosztującego 10 miliardów dolarów Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba są zadziwiające, piękne i zapierające dech w piersiach. Skłaniają one większość ludzi do ponownego postawienia z podziwem odwiecznego pytania: „Jak to wszystko się tutaj wzięło?”.
Jednak w sieci zawrzało ostatnio od sugestii, że zdjęcia te w rzeczywistości dowodzą, iż „Wielki Wybuch nie miał miejsca”. Oczywiście inni twierdzą, że takie wnioski opierają się na „dezinformacji” i „błędnych cytatach”.
Prawdopodobnie jest jeszcze zbyt wcześnie, by składać kategoryczne oświadczenia o tym, co Teleskop Jamesa Webba udowadnia, a czego nie. Z pewnością jednak dobrze się stało, że na nowo ożywił on naukowe dociekania i pobudził ludzi do głębszego poszukiwania prawdziwego sensu ich życia. Możemy dziękować Bogu, że jako chrześcijanie możemy ufać biblijnemu wyjaśnieniu powstania wszechświata. Skoro Pismo Święte tyle razy miało rację w kwestii proroctw, możemy mu również zaufać, gdy chodzi o historię.
Mimo to pytania dotyczące Teorii Wielkiego Wybuchu pozostają aktualne. Krytycy argumentują, że narusza ona Pierwszą Zasadę Termodynamiki, która mówi, że materia nie może zostać stworzona ani zniszczona. Twierdzą również, że stoi ona w sprzeczności z Drugą Zasadą dotyczącą entropii. Jeszcze inni kwestionują samo założenie, że wszechświat w ogóle się rozszerza; jeśli ten zarzut zostanie udowodniony, cała teoria legnie w gruzach.
Istnieją jednak jeszcze głębsze pytania, na które Teleskop Jamesa Webba nie odpowiedział i być może nie może odpowiedzieć. Po pierwsze: skąd wzięła się ta nieskończenie gorąca i gęsta osobliwość? Niektórzy próbują dowodzić, że powstała z niczego. Zmarły kosmolog Stephen Hawking napisał: „Ponieważ istnieje prawo takie jak grawitacja, wszechświat może i sam stworzy się z niczego”.
Inni wskazali już na liczne logiczne i naukowe problemy wynikające z tego stwierdzenia, które wydaje się być próbą wyeliminowania potrzeby istnienia Boga Stwórcy, co dla wielu jest implikowane przez samą Teorię Wielkiego Wybuchu. Kiedy jednak teoria ta została zaproponowana po raz pierwszy, komunistyczny reżim Związku Radzieckiego odrzucił ją, ponieważ jeśli wszechświat miał początek, coś musiało go zapoczątkować – a jakie wyjaśnienie byłoby bardziej racjonalne niż Bóg Stwórca opisany w Biblii? „Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało” (Jana 1,3).
Fakt, że wszechświat kiedyś nie istniał, a potem został powołany do istnienia, potężnie wskazuje na Boga Stwórcę, Tego, który nadał mu byt. Aby dowiedzieć się więcej o tym Bogu, o tym, jak nas stworzył i dlaczego, obejrzyj nasz film „Stworzenie: Genesis jako fundament”.
Cytaty biblijne pochodzą z Biblii Warszawskiej.
Źródło: Amazing Facts
Medyczny „Ruch Nadziei” niesie bezpłatną pomoc na Ukrainie Poprzedni post 

