Kulturowe chrześcijaństwo: Richard Dawkins, ateizm i moralność

2026-08-14 ~ 7 min czytania ~ 8 min słuchania
Kulturowe chrześcijaństwo: Richard Dawkins, ateizm i moralność
Posłuchaj artykułu
1.0x
0:00 ...
Audio generowane przez AI

Wyobraź sobie ateistę i chrześcijanina debatujących o istnieniu Boga. Po zwyczajowych argumentach dotyczących pierwszej przyczyny i celowego projektu, rozmowa schodzi na temat moralności. Chrześcijanin twierdzi, że moralność pochodzi od Boga, który dał ludzkości swoje prawo moralne – Dziesięć Przykazań. Ateista odpowiada, że zasady moralne nie pochodzą z góry, od Boga, lecz są wytworem kulturowym i społecznym – zwykłym ludzkim dziełem. Co więcej, utrzymuje on, że żadna kultura nie ma prawa sądzić moralności innej kultury.

„Szanowny panie” – ripostuje chrześcijanin – „jedne kultury uczą, by miłować swoich bliźnich, inne – by ich zjadać. Którą opcję pan woli?”.

Urocza anegdota, ale wskazuje na coś niezwykle istotnego w kwestii tego, jak ludzie – niezależnie od swoich przekonań – próbują żyć i wychowywać swoje rodziny. Do złudzenia pasuje to do niedawnego szumu, jaki wywołał Richard Dawkins, najbardziej znany na świecie apologeta ateizmu, oświadczając, że jest „kulturowym chrześcijaninem”.

Dawkins twierdzący, że jest chrześcijaninem – jakiejkolwiek maści?

O co w tym wszystkim chodzi?

Znani jako „Czterej Jeźdźcy Apokalipsy”, lub nieco mniej dramatycznie jako „Nowi Ateiści” – Christopher Hitchens, Daniel Dennett, Sam Harris oraz ten najbardziej znany, Richard Dawkins – zdobyli rozgłos po zamachach z 11 września. Odmawiając dostrzeżenia różnicy między chrześcijanami, którzy karmią bezdomnych na ulicach Indii, a muzułmańskimi fanatykami, którzy wbijali samoloty w wieżowce, pisali książki, artykuły i blogi, potępiając wszystkie religie i wszystkich ludzi wierzących, bez względu na ich wiarę czy czyny.

Spośród tej czwórki 83-letni Richard Dawkins, brytyjski biolog i płodny pisarz (autor takich książek jak Samolubny gen, Rozplatanie tęczy i innych), stał się najbardziej rozpoznawalny, zwłaszcza za sprawą swojego bestselleru z 2006 roku Bóg urojony, w którym oświadczył: „Nie atakuję żadnej konkretnej wersji Boga ani bogów. Atakuję Boga, wszystkich bogów, wszystko, co nadprzyrodzone, gdziekolwiek i kiedykolwiek zostało lub zostanie wymyślone”1.

Oraz: „Gdy pytają mnie, czy jestem ateistą, uważam za zabawną strategię zwrócenie uwagi, że pytający również jest ateistą w odniesieniu do Zeusa, Apollina, Amona-Ra, Mitry, Baala, Thora, Wotana, Złotego Cielca i Potwora Spaghetti. Ja po prostu posuwam się o jednego boga dalej”2.

Choć ich napuszony styl w końcu się sprzykrzył, nawet innym ateistom, i zeszli z pierwszych stron gazet, Dawkins kontynuował swoją antyreligijną retorykę i pozostaje najbardziej znanym apologetą ateizmu na świecie.

Dlatego też wywołał poruszenie, gdy w wielkanocnym wywiadzie, mówiąc o Anglii, stwierdził: „Uważam, że kulturowo jesteśmy krajem chrześcijańskim. Nazywam siebie kulturowym chrześcijaninem. […] Nie jestem osobą wierzącą, ale istnieje różnica między byciem wierzącym chrześcijaninem a chrześcijaninem kulturowym. […] Lubię hymny i kolędy, i w pewnym sensie dobrze się czuję w chrześcijańskim etosie. Uważam, że w tym znaczeniu jesteśmy krajem chrześcijańskim”.

„Kulturowy chrześcijanin”?

Niejeden uważa ten pomysł za absurdalny. Słowo „chrześcijanin” oznacza „naśladowca Chrystusa” lub „podobny do Chrystusa” – a jaka kultura jest podobna do Chrystusa? Co zatem mogłoby oznaczać bycie „kulturowym chrześcijaninem”? Zachwyt nad hymnami i kolędami czyni kogoś chrześcijaninem w takim samym stopniu, w jakim lubienie zupy z macy i placków ziemniaczanych czyni kogoś Żydem.

Najbardziej znaczące było jednak jego oświadczenie, że czuje się dobrze z chrześcijańskim „etosem”, który obejmuje również chrześcijańską moralność. Wypowiedział te słowa, wyjaśniając swój dyskomfort wobec islamu i jego przejawów. Innymi słowy, Dawkins przyznaje, że podoba mu się chrześcijańska moralność, nawet jeśli nie odpowiada mu chrześcijańska doktryna.

Wszystko to prowadzi do pytania: skąd ateiści czerpią swój kompas moralny? Nie trzeba wierzyć w Boga, aby być moralnym lub dobrym człowiekiem (przynajmniej tak, jak dobro definiuje świat). Rzecz jednak w tym, że ateiści nie posiadają żadnego pewnego źródła absolutnej moralności ani definicji tego, co jest dobre.

Jean-Paul Sartre, prawdopodobnie najbardziej znany ateista ubiegłego wieku, pisał, że ateista „uważa za niezwykle niepokojące to, że Bóg nie istnieje, ponieważ wraz z Nim znika wszelka możliwość odnalezienia wartości w niebie pojęć; nie może już istnieć Dobro a priori, skoro nie ma nieskończonej i doskonałej świadomości, która mogłaby je pomyśleć”3.

Na przykład fundamentalną ideą chrześcijaństwa jest wrodzona ludzka wolność do dokonywania lub niedokonywania wyborów moralnych. W przeciwnym razie jak Bóg mógłby sprawiedliwie osądzić, a tym bardziej potępić kogoś, jak mówi Pismo Święte? Nie mógłby.

Biolog ewolucyjny William Provine powiedział: „Jeśli Bóg nie istnieje, to nie istnieją żadne ostateczne fundamenty etyki, nie ma ostatecznego sensu w życiu, a wolna wola jest jedynie ludzkim mitem”4.

Jeśli Bóg nie istnieje, nie istnieją żadne ostateczne fundamenty etyki

Dlatego Dawkins, opierając się na swoim ateistycznym, mechanicznym widzeniu świata, w tym ludzkiego układu nerwowego, uważa pojęcie moralnej wolnej woli za niedorzeczność. Twierdził nawet, że ludzie nie mają większego wolnego wyboru niż samochód.

Jednak doprowadziło go to do poważnego dylematu.

„Kiedy jednak pewien młody człowiek naciskał go w tej sprawie po publicznym wykładzie, Dawkins przyznał, że nie praktykuje tego, co głosi. Nie traktuje samej idei odpowiedzialności jako niedorzeczności. Pociąga ludzi do odpowiedzialności za ich czyny: »Potępiam ludzi, chwalę ludzi«. »Ale czy nie widzi pan w tym niespójności ze swoimi poglądami?« – zapytał młody człowiek. Dawkins odpowiedział: »W pewnym sensie tak. Ale jest to niespójność, z którą w pewien sposób musimy żyć, inaczej życie byłoby nie do zniesienia«”5.

Oznacza to, że musi czerpać z czegoś innego – z chrześcijaństwa i czerpanej z niego ludzkiej wolności moralnej; w przeciwnym razie życie byłoby, jego własnymi słowami, nie do zniesienia.

Niektórzy ateiści otwarcie przyznają, skąd czerpią swoje zasady moralne. Na przykład nieżyjący już, twardo stąpający po ziemi darwinista Richard Rorty przyznał, że koncepcja praw człowieka wywodzi się z „twierdzeń religijnych, iż ludzie zostali stworzeni na obraz Boga”. Rorty napisał również: „Do tego żydowskiego i chrześcijańskiego elementu naszej tradycji wdzięcznie odwołują się tacy ateiści-darmozjady jak ja”.

Innymi słowy, nic w jego ateizmie ani darwinizmie nie mogło dać mu tej koncepcji moralności; musiał ukraść ją z Biblii – księgi, w którą poza tym nie wierzył6.

Niezależnie od tego, czy się do tego przyznaje, czy nie, Dawkins robi dokładnie to samo: czerpie z religii, której wcale nie akceptuje, ale której potrzebuje, by nadać sens swojemu życiu. Pomimo swojej demonstracyjnej pogardy dla chrześcijaństwa, i tak wchłonął jego „etos”.

Bo co w przeciwnym razie? Czy wolałby żyć w kulturze, w której zjada się swoich bliźnich, zamiast ich miłować? Raczej nie.

 


1. Dawkins, Richard. Bóg urojony (Houghton Mifflin Company, New York; 2006) s. 36.
3. Sartre, Jean-Paul. Existentialism and Human Emotions (The Wisdom Library; New York; 1957) s. 22.
4. Z debaty między Williamem B. Provinem a Phillipem E. Johnsonem na Uniwersytecie Stanforda, 30 kwietnia 1994 r., zatytułowanej „Darwinizm: nauka czy filozofia naturalistyczna?”.
5. Pearcey, Nancy. Finding Truth: 5 Principles for Unmasking Atheism, Secularism, and Other God Substitutes (s. 158). David C Cook.
6. Richard Rorty, „Postmodernist Bourgeois Liberalism”, Journal of Philosophy 80, nr 10 (październik 1983): 583–89.

Źródło: Amazing Facts