
Kiedy po raz pierwszy poznałem Matta i Amy Frainów jako ich pastor, byłem pod ogromnym wrażeniem. To wspaniałe małżeństwo z trójką cudownych, dobrze rozwijających się nastolatków. Zarówno Matt, jak i Amy byli mocno zaangażowani w życie zboru oraz działalność ewangelizacyjną. Są dowodem na to, że nawet prowadząc bardzo zajęte życie – Matt jest przedsiębiorcą prowadzącym własną firmę budowlaną, a Amy jest mamą na pełen etat i nauczycielką w edukacji domowej – można znaleźć czas dla rodziny i służby. Było oczywiste, że traktują swoją wiarę, obowiązki zawodowe i rodzicielskie poważnie, zachowując przy tym poczucie humoru, pokorę i autentyczność, które budzą podziw. Nie wiedziałem wtedy, że mimo tak wypełnionego życia, wciąż mieli w swoich sercach miejsce na adopcję.
Nie była to dla nich oczywista decyzja. Lata wcześniej Amy i Matt rozmawiali o adopcji, ale życie pokrzyżowało te plany, gdy przyjęli pod swój dach matkę Matta na pięć lat. „Adoptowaliśmy moją mamę” – żartuje teraz Matt. W tamtym okresie temat adopcji ucichł – nie z braku zainteresowania, ale dlatego, że ich możliwości były już w pełni wykorzystane.
Wszystko zmieniło się, gdy mama Matta w końcu się wyprowadziła. W ciągu sześciu miesięcy Amy, po modlitwie, poruszyła ten temat ponownie. „Czułam przynaglenie, by znów porozmawiać o adopcji” – powiedziała. Tym razem rozmowa nie ucichła.
Matt i Amy nie byli już młodymi rodzicami. Wiedzieli, jak wygląda świadome rodzicielstwo i czego wymaga. Ta dojrzałość sprawiła, że decyzja była zarówno wyraźniejsza, jak i trudniejsza. Wiedzieli, że prawdopodobnie nie będzie to najłatwiejsza droga.
Wiele czasu spędzili na modlitwie. Zadano mnóstwo pytań. Odbyły się rozmowy z członkami rodziny i znajomymi, którzy zdecydowali się na adopcję. Adopcja zaczęła wydawać się mniej abstrakcyjna. Nie przewidzieli jednak, jak trudne, a zarazem satysfakcjonujące będzie to doświadczenie. „Na szczęście Bóg nie pokazuje nam wszystkiego naraz” – wspomina Amy. „Gdybyśmy znali koniec od samego początku, prawdopodobnie bylibyśmy zbyt przerażeni, by powiedzieć »tak«”. Ale było warto.
Od samego początku Matt wiedział jedno: będzie mu ciężko przejść przez drogę pieczy zastępczej z możliwością adopcji. Choć jest to wspaniały sposób na adopcję i świetna opcja dla wielu osób, myśl o głębokim związaniu się z dzieckiem, które mogłoby zostać odebrane przez sąd, była bolesna. „Zbyt mocno się przywiązuję” – mówi krótko. To przekonanie skłoniło ich do wyboru adopcji międzynarodowej, w której prawna finalność adopcji następuje szybciej i z większą pewnością. Po modlitwach i rozeznaniu wybrali Chiny.
Papierkowa robota, otwartość i ciężar odmowy
Formalny proces trwał około roku – co jest niezwykle szybkim tempem w standardach adopcyjnych. Szybkość ta nie wynikała z wydajności, lecz z otwartości. Amy wyjaśnia, że jedną z najbardziej wyczerpujących emocjonalnie części adopcji nie były podróże ani logistyka, lecz formularze – strony po stronach pytań dotyczących stanów zdrowotnych, emocjonalnych i rozwojowych, z którymi mogli się spotkać.
Czy zaakceptowaliby dziecko z niepełnosprawnością fizyczną? Z upośledzeniem poznawczym? Z traumą znaną lub nieznaną?
Każde pole wymagało odpowiedzi „tak” lub „nie”. „To było rozdzierające serce” – mówi Amy. „Czujesz się okropnie, mówiąc »nie«. Ale ciągle nam powtarzano: »Musicie być szczerzy. Można powiedzieć nie«”. Wybierali otwartość, kiedy tylko mogli. Byli gotowi adoptować starsze dziecko. Poprosili o dziewczynkę, częściowo dlatego, że ich córka Elizabeth od dawna modliła się o siostrę. Ustalili przedział wiekowy wykraczający poza to, co rozważa wiele rodzin. Dzięki tym wszystkim czynnikom i ich otwartości, szybko znaleziono dla nich dziecko. Rebecca, słodka 6-latka, miała dołączyć do rodziny Frainów!

Matt pamięta oczekiwanie. Lot do Chin był pełen nadziei i pewnego zdenerwowania, gdy próbowali wyobrazić sobie dziecko, które już kochali, choć nigdy go nie spotkali. „Kochasz je o wiele bardziej, niż one w ogóle wiedzą” – mówi. Wysłali wcześniej paczkę, aby rozpocząć proces budowania więzi: zdjęcia swojego domu, psa, rodzeństwa, które wkrótce miało poznać. Może to pomóc dziecku w adaptacji. Niestety, paczka nigdy nie dotarła.
Kiedy w końcu spotkali Rebeccę, rzeczywistość uderzyła mocno. „Była przerażona” – mówi Matt. „Ci obcy ludzie zabierali ją z jedynego życia, jakie kiedykolwiek znała”. Rebecca mieszkała w sierocińcu od niemowlęctwa. Nie mówiła po angielsku i nie wiedziała, czego się spodziewać. „Pierwszy dzień nie przebiegł tak, jak sobie wyobrażaliśmy” – przyznają Matt i Amy. Ale dzięki Bożej łasce, mimo zrozumiałego niepokoju, jaki dziecko może przeżywać w takiej sytuacji, Rebecca szybko zaczęła nawiązywać więź z nową rodziną. Rozpoznając, że ma teraz bezpieczną przestrzeń, zaczęła trzymać się za ręce, a nawet przytulać do swojej nowej starszej siostry. To był emocjonalny rollercoaster, ale miłość wzięła górę. Ten moment – często nazywany w kręgach adopcyjnych „Dniem Znalezienia” – stał się wyjątkowy. Rodzina świętuje go co roku, jedząc chińskie potrawy i honorując kulturowe korzenie Rebecci.
Przywiązania nie da się przyspieszyć
Pierwsze miesiące po powrocie do USA miały swoje wzloty i upadki. Wyczerpanie, nieporozumienia i żal były przeszkodami, które trzeba było pokonać. Rebecca zmagała się z wyrażeniem swojej straty i musiała przepracować te rzeczy w swoim sercu, ucząc się, że ma pełne miłości wsparcie nowej rodziny. Były łzy, ale było też wiele radosnych chwil, zabawnych wycieczek i wspólnego czasu.
Dzieci są niezwykle elastyczne. Gry pomogły wypełnić lukę. Angielski zaczął pojawiać się powoli, a potem szybko. W ciągu kilku miesięcy Rebecca zaczęła się komunikować – najpierw gestami, potem słowami, a na końcu wyrażając własne opinie. Co zaskakujące, prawie nie mówiła po mandaryńsku – wspomina Matt. Czy to z temperamentu, czy z instynktu przetrwania, szybko ruszyła naprzód. „Poradziła sobie” – mówi. Przywiązanie to proces, którego nie da się przyspieszyć.
Miłość wymaga konsekwencji
Adopcja nie wymazała magicznie przeszłości Rebecci; raczej nadała jej nowe ramy. Matt i Amy szybko nauczyli się, że rodzicielstwo adopcyjne wymaga perspektywy opartej na współczuciu, cierpliwości i pokorze. „Nie wiesz, przez co przeszły” – wyjaśnia Matt. „Dlatego zasady się zmieniają”. Zachowania, które u dzieci biologicznych mogłyby zostać uznane za manipulację, u dzieci pochodzących z trudnych środowisk mają inne znaczenie. Bezpieczeństwo i miłość musiały być okazywane wielokrotnie. Amy szybko zrozumiała, że jedzenie oznacza bezpieczeństwo, a miłość musi być okazywana poprzez konsekwencję – raz po raz.
Specjaliści od adopcji ostrzegali ich: za każdy rok, w którym dziecko żyje bez stabilnej rodziny, może zająć rok lub więcej, aby oduczyć się wyuczonych zachowań. Matt i Amy zrozumieli, że uzdrowienie nie jest liniowe, lecz rozwija się powoli, nierównomiernie i często niewidocznie.
„Wiedzieliśmy, że zadzwonicie ponownie”
Pierwszy rok był trudny. Amy pamięta, jak modliła się nie o ulgę, ale o zwolnienie z obowiązku. „Panie” – modliła się – „tylko nie proś mnie, bym zrobiła to ponownie”. Ale wkrótce zrozumiała, że wcale tak nie czuje. Podczas kazania, w którym pastor zapytał: „Co byś zrobił, gdybyś wiedział, że Jezus przyjdzie za rok lub dwa?”, jej pierwszą myślą było: „Adoptowałabym tyle dzieci, ile bym mogła”. Zszokowana tym nagłym, nieoczekiwanym przekonaniem, które wypłynęło z jej serca, Amy poruszyła kwestię adopcji. Matt początkowo się wahał, ale potem powiedzieli „tak”. Gdy ponownie zadzwonili do swojej agencji adopcyjnej, odpowiedź pracownika socjalnego nie była zaskoczeniem: „Wiedzieliśmy, że zadzwonicie ponownie”.
Rok później Daniel, kolejny osierocony chłopiec z Chin, dołączył do rodziny. Daniel przybył z dodatkowymi wyzwaniami medycznymi i rozwojowymi, które stały się jasne dopiero z czasem. Dzięki niedawnej decyzji o edukacji domowej, Amy jest teraz w stanie stworzyć środowisko edukacyjne odpowiadające potrzebom Daniela. Mimo to, Daniel przyniósł własne dary: ogromne ciepło, pamięć, intuicję społeczną i wspaniałą radość. „Może nigdy nie napisze pracy doktorskiej” – mówi szczerze Matt – „ale kocha ludzi”.
Odbudowywanie tego, co zostało utracone
Jednym z największych nieporozumień dotyczących adopcji, wyjaśnia Amy, jest przekonanie, że dzieci po prostu „zaczynają od miejsca, w którym przerwały”. Tak nie jest. „Straciły kluczowe lata” – mówi. „Więc wracasz do początku”. W procesie adopcyjnym, jak dodaje: „80 procent czasu życie jest dobre! Jest niesamowite! Spędzacie czas jako rodzina, ciesząc się swoim towarzystwem”. Ale w tym procesie musi nastąpić wiele uzdrowienia.
Adoptowane dzieci często szukają tego, czego im brakowało w pierwszych latach życia. „Jeśli przegapiły siedzenie na kolanach mamy, a mają już 9 lat, to będą siadać na kolanach Amy” – wyjaśnia Matt. To oznaczało karmienie ich, gdy inni to kwestionowali. Pozwolenie na pojawienie się zależności, zanim mogła rozwinąć się niezależność. „Jeśli twoje dziecko wyciąga do ciebie ręce, nie odpychasz go” – mówi Amy. „Przychodzi naturalny czas, kiedy przestają to robić”. Uzdrowienie wymagało cofnięcia się, aby móc ruszyć do przodu.
Koszt – i dar – dla rodzeństwa
Adopcja zmieniła nie tylko Matta i Amy, ale także ich biologiczne dzieci. Przed drugą adopcją były pytania i początkowe obawy, ale wszyscy się zgodzili. „Miłość nie jest odejmowana, jest mnożona” – powiedziała im Amy. Z czasem okazało się to prawdą. Więzi się zacieśniły, ukształtował się charakter, a rozwój nastąpił po tarciach. „Byli w okopach razem z nami” – wspomina Amy. „I to zmieniło ich na lepsze”.
Wyraźniejsze widzenie Boga
„Rodzicielstwo adopcyjne to rodzicielstwo na sterydach” – mówi Amy. „Ciągle pytasz: »Panie, co mam teraz zrobić?«”. W tym czasie wzrastali w poznaniu charakteru Boga, zwłaszcza Jego cierpliwości. „Bóg jest o wiele bardziej cierpliwy wobec nas, niż zdajemy sobie sprawę” – mówi Matt – „a adopcja czyni to widocznym”. Zobaczyli też wyraźnie siebie – swój egoizm, ograniczenia i potrzebę łaski. I widzieli, jak odkupienie rozwija się powoli i wiernie.
Wiara, która stała się jej własną
Opuszczenie ojczyzny jako małe dziecko i przeprowadzka do innego kraju z nieznanymi ludźmi, obcym językiem i dziwnymi zwyczajami jest wystarczająco trudne. Dołączenie do rodziny, której nie znasz, jest jeszcze trudniejsze. Dodatkowo, zetknięcie się z wiarą, właściwie po raz pierwszy… to wiele. Rebecca nie tylko została wystawiona na te wszystkie nowe rzeczy, ale stanęła twarzą w twarz z rzeczywistością Boga.
Jej duchowa podróż nie była wymuszona ani przyspieszona. Wszystko było nowe, ale nauczyła się rozumieć i wzrastać w swoim doświadczeniu z Bogiem. Dzięki Jego łasce Rebecca została ochrzczona dwa lata temu. Nikt nie stawiał oczekiwań; był to jej własny wybór. „Nie daje sobą kierować” – mówi Matt. „Nie robi rzeczy tylko dlatego, że wszyscy inni to robią”.
Teraz, prawie 10 lat po adopcji, uczęszczając do wielokulturowej szkoły adwentystycznej, Rebecca odkrywa przynależność, tożsamość i wiarę w bezpiecznym otoczeniu. Staje się młodą kobietą, odnajdującą swoje miejsce w tym świecie i swoje powołanie jako córka Boga. „Zadaje pytania” – mówi Amy. „I to jest ważne”.
„Więc kto powinien adoptować?” – zapytałem Matta i Amy.
„To nie jest tylko pytanie o to, czy mamy kolejny pokój, łóżko czy pieniądze, ale czy jest miejsce w naszym sercu?” – dzieli się Amy. „Pozwólcie Duchowi Świętemu, by to polecił” – mówi Matt. „Spędzajcie dużo czasu na modlitwie. Wykonajcie kilka telefonów”.
Adopcja, jak podkreślają, nigdy nie powinna dotyczyć wizerunku, bohaterstwa czy dowartościowania siebie. Dzieci nie istnieją po to, by spełniać aspiracje dorosłych. „Jeśli robisz to dla siebie” – ostrzega Matt – „nie skończy się to dobrze”. Ale jeśli w twoim sercu jest miejsce – prawdziwe miejsce – poprzez cierpliwość, poświęcenie i długotrwałe posłuszeństwo, adopcja może stać się żywą przypowieścią o łasce. „Jeśli Duch włożył ci w serce pragnienie adopcji, to zrobił to z jakiegoś powodu” – dzieli się Amy.
Wybór adopcji to wybór miłości, raz po raz. To naśladowanie największego adopcyjnego Rodzica ze wszystkich – naszego Boga. „Patrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi!” (1 Jana 3,1).
Na całym świecie są miliony osieroconych dzieci potrzebujących kochającego i troskliwego domu. Co, jeśli tym domem jest twój?
Cytaty biblijne pochodzą z Biblii Warszawskiej.
Źródło: Adventist Review


