„Foreign Affairs”, cenione czasopismo skierowane do osób zainteresowanych dyplomacją, nie jest zazwyczaj miejscem, w którym oczekuje się dyskusji na temat roli religii w społeczeństwie. A jednak w numerze wrześniowo-październikowym ukazał się tego rodzaju artykuł — i nie przynosi on dobrych wieści z perspektywy wiary w Boga.
„Coraz większa liczba ludzi nie uważa już religii za niezbędne źródło wsparcia i sensu w swoim życiu” — pisze Ronald F. Inglehart, emerytowany profesor nauk o demokracji, demokratyzacji i prawach człowieka na Uniwersytecie Michigan, który śledzi te trendy od połowy pierwszej dekady XXI wieku. (Znanym wyjątkiem są Indie z dominującą Indyjską Partią Ludową, hinduistyczno-nacjonalistycznym ugrupowaniem politycznym, które „dąży do utożsamienia tożsamości narodowej z tożsamością religijną”).
Inglehart przypisuje tę przyczynę rosnącemu poczuciu bezpieczeństwa i pewności przetrwania, co następuje naturalnie w miarę rozwoju krajów: „Głód, niegdyś powszechny, staje się rzadkością; długość życia wzrasta; przestępczość i inne formy przemocy maleją. A w miarę wzrostu tego poziomu bezpieczeństwa ludzie mają tendencję do stawania się mniej religijnymi” — twierdzi.
Inglehart dostrzega również bezpośredni związek z „płodnością ludzką”. Przez większość historii ludzkości religia była wykorzystywana do utrzymania liczebności populacji w „świecie o wysokiej śmiertelności niemowląt i krótkiej przewidywanej długości życia”.
Argumentuje on, że wobec tej nowo odnalezionej stabilności religia nie jest już potrzebna. W konsekwencji „poglądy, praktyki i prawa dotyczące równości płci, rozwodów, aborcji oraz homoseksualizmu zmieniają się obecnie gwałtownie” na całym świecie.

Inglehart twierdzi, że „najbardziej dramatyczne odejście od religii miało miejsce” w Ameryce: „Nawet Stany Zjednoczone — przez długi czas podawane jako dowód na to, że wysoko rozwinięte gospodarczo społeczeństwo może być głęboko religijne — dołączyły teraz do innych zamożnych krajów, oddalając się od religii”. Przez 26 lat, od 1981 do 2007 roku, USA „były klasyfikowane jako jedno z najbardziej religijnych państw świata”, lecz od tamtego czasu „Stany Zjednoczone odnotowały największy spadek religijności ze wszystkich krajów, dla których posiadamy dane”.
Dodaje: „Przez lata Stany Zjednoczone były kluczowym przykładem wskazującym, że modernizacja gospodarcza nie musi prowadzić do sekularyzacji. Według tej miary Stany Zjednoczone zajmują obecnie 11. miejsce od końca pod względem religijności wśród badanych krajów”.
Zdaniem Ingleharta ten gwałtowny spadek w Ameryce można powiązać z „bezkrytycznym poparciem wielu czołowych ewangelikalnych chrześcijan dla prezydenta Donalda Trumpa — przywódcy, którego trudno uznać za wzór chrześcijańskich cnót” — jak również z nieustannymi skandalami w Kościele Rzymskokatolickim.
Czy zatem na horyzoncie ziemi wolnych i ojczyzny dzielnych widać katastrofę? Inglehart twierdzi, że nie ma się czym martwić: „Choć może się to wydawać niespodziewane, kraje mniej religijne są w rzeczywistości mniej skorumpowane i charakteryzują się niższym wskaźnikiem zabójstw niż te bardziej religijne”.
Co więcej, nie oznacza to końca cywilizowanego porządku: „We wczesnych społeczeństwach rolniczych, gdy większość ludzi żyła na granicy przetrwania, religia mogła być najskuteczniejszym sposobem na utrzymanie ładu i spójności. Lecz modernizacja zmieniła ten układ. W miarę jak tradycyjna religijność słabnie, na jej miejsce pojawia się równie silny zestaw norm moralnych, wypełniający powstałą próżnię”.
Jeśli dobrobyt i bezpieczeństwo rosną, to kto potrzebuje doktryn religijnych, które jedynie „odzwierciedlają historię oraz cechy społeczno-gospodarcze swoich społeczeństw” i w rzeczywistości są tylko mechanizmem radzenia sobie ze słabością przez ubogich, chorych i słabych?
Jak ujął to współautor Manifestu komunistycznego, Karol Marks: „Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem świata bez serca, tak jak jest duszą bezdusznych stosunków. Jest opium ludu”.
Niestety, nie wydaje się, aby narody, które urzeczywistniły ateistyczny komunizm Marksa — jak Związek Radziecki czy Chiny — wyszły na tym lepiej. W 2017 roku poinformowano, że reżimy te doprowadziły do śmierci co najmniej 100 milionów ludzi.
Inglehart zapewnia, że tym razem będzie inaczej: „Dowody wskazują, że współczesne społeczeństwa nie stoczą się w nihilistyczny chaos bez wiary religijnej, która by je spajała”.
Ale co z pandemią koronawirusa, która przetacza się przez świat? Czy ona — bądź inne globalne kataklizmy — mogłyby zachwiać naszym upragnionym „egzystencjalnym bezpieczeństwem”? Inglehart uważa to za „mało prawdopodobne”. Zamiast tego utrzymywać się będzie „potężny, długofalowy, napędzany technologią trend rosnącego dobrobytu i wydłużającej się średniej długości życia, który spycha ludzi z drogi religii”.
Jeden prawdziwy Bóg i jedna prawdziwa wiara
Istnieje jeden prawdziwy Bóg i jedna prawdziwa religia… oba te fundamenty odnajdziemy na kartach Biblii.
Faktu nie zmieni to, że na świecie istnieje wiele fałszywych religii. Niektóre nakładają niezliczone przepisy i formy; inne stały się przyczyną masowych morderstw; jeszcze inne służyły jedynie jako życiowa kula kuśtykającym.
Jednak służba Amazing Facts International wierzy, że istnieje tylko jeden prawdziwy Bóg oraz jedna prawdziwa wiara — i że obie są objawione w Pismach Świętych.
Zostaliśmy stworzeni przez miłującego Boga, który nie tylko pragnie dla nas tego, co najlepsze tu na ziemi, ale gorąco pragnie dzielić z nami raj przez całą wieczność. Czy jesteśmy najuboższym żebrakiem na ulicy, czy najbogatszym człowiekiem świata, wszyscy desperacko potrzebujemy tego Boga — naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa (Łuk. 5:31-32; Rzym. 3:23).
Opisywany przez Ingleharta „dobrobyt” i „dłuższe życie” nigdy nie rozwiążą prawdziwego problemu ludzkości — grzechu. Wymaga to przyjęcia daru zbawienia, które znajduje się wyłącznie w Jezusie Chrystusie (Izaj. 43:11; Dzieje 4:12) — a żadne stworzone przez człowieka „normy moralne” nie są w stanie go zastąpić.
Jednym z byłych ateistów, którzy się o tym przekonali, jest pastor Doug Batchelor, którego świadectwo dotyka dokładnie tych samych zagadnień.
Innym poruszającym świadectwem jest historia Santosha, byłego ateisty, który odnalazł chrześcijaństwo na drodze udowadniającej, że prawdziwa religia to coś nieskończenie głębszego niż tylko społeczno-gospodarcza moda.
Artykuł Ingleharta promuje sekularyzm, ale nie wyjaśnia doświadczenia ludzi na całym świecie, którzy odnajdują żywą wiarę i spełnienie. Przekonaj się o tym sam, czytając najnowszy list pastora Douga: „Nowa wiara powstaje z popiołów ateizmu”.
Cytaty biblijne pochodzą z Biblii Warszawskiej.
Źródło: Amazing Facts

